Rzecz o wiarygodności informacji publicznych dotyczących skażenia środowiska przekazywanych przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Katowicach

Czy publiczne rejestry pokazują prawdę o skażeniu środowiska?
Pyta Iwona Szoka
Ile warte jest urzędowe zapewnienie, jeżeli ten sam organ najpierw informuje, że cztery działki figurują w dwóch rejestrach dotyczących zanieczyszczeń i szkód w środowisku, a następnie tłumaczy, że był to „błąd redakcyjny”? I to nie w ramach autorefleksji, a w obliczu wniosków i drążenia tematu przez FOU.
I co ma zrobić mieszkaniec, kiedy odesłany przez RDOŚ po wiarygodną informację do państwowego GeoSerwisu nie znajduje tam odpowiedniego oznaczenia nawet dla hałdy Kalina — historycznego wysypiska toksycznych odpadów, którego silne skażenie wielokrotnie opisywano na przestrzeni dekad przez naukowców i instytucje publiczne, również w dokumentacji przygotowanej dla samego miasta, stanowiącej podstawę ubiegania się o unijne miliony na przetworzenie i neutralizację toksyn tego historycznego wysypiska odpadów poprzemysłowych?
Wyniki badań dotyczące tego terenu przekazywałam również osobiście RDOŚ w ciągu ostatnich miesięcy.
Warto dodać, że mówimy o historycznym składowisku odpadów poprzemysłowych po Państwowych Zakładach Chemicznych Hajduki, związanych m.in. z destylacją smoły oraz produkcją farb i lakierów. Składowisko to leży w samym sercu metropolii śląskiej, pomiędzy osiedlami Świętochłowic i Chorzowa, w bezpośrednim sąsiedztwie domów, mieszkań, placów zabaw, boisk i ścieżek spacerowych.
Dokumentacja dotycząca tego terenu wskazuje w tym środowisku m.in. fenole, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA) oraz substancje z grupy BTEX. Wśród opisanych zanieczyszczeń znajdują się związki lotne i półlotne, a dokumentacja wskazuje również na toksyczne, mutagenne i rakotwórcze właściwości części tych substancji oraz ich potencjalny wpływ na rozrodczość, a także negatywny wpływ na system hormonalny.
O takiej skali problemu mówimy.

Po drugiej stronie miasta — Ajska, Dolina Lipinki i hałda Kopyto. I podobnie porażające są dane oraz brak informacji o skażeniu w rejestrach publicznych. Badania Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego (PIG-PIB) wykazały w powierzchniowej glebie w rejonie hałdy Kopyto 5 288 mg/kg arsenu, a w najbardziej zanieczyszczonych glebach tego rejonu do 16 110 mg/kg ołowiu. W osadach zbiornika Ajska odnotowano 12 100 mg/kg ołowiu i 170 mg/kg kadmu.

To wyniki dotyczące konkretnych miejsc, nie każdej działki w okolicy. Ale właśnie dlatego trzeba ustalić zasięg skażenia, zanim rozstrzygnie się, gdzie mogą zamieszkać kolejni ludzie.
Tymczasem miasto sprzedaje tereny Ajski, a my próbujemy ustalić, dlaczego informacje organu ochrony środowiska są ze sobą sprzeczne.
Proszę przez chwilę pomyśleć o człowieku, który chce tutaj kupić dom. O rodzinie, która już mieszka obok. Czy naprawdę mają sami dotrzeć do opracowań geochemicznych, porównać urzędowe pisma i odkryć, że obraz miejsca, który im przedstawiono, wymaga zasadniczych wyjaśnień?
Od czego wobec tego mamy instytucje ochrony środowiska?
W poprzednim tekście o Ajsce napisałam, że czasami największym problemem nie jest brak wiedzy. Wiedza istnieje. Dziś pytam, dlaczego tak trudno odnaleźć ją w działaniach tych, którzy powinni z niej korzystać.
W dokumentacji toksyny. Na mapie teren „nie jest skażony”?
Skąd te zrzuty z ekranu? Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach odesłała Fundację Opus Unicus do GeoSerwisu Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. To tam mieliśmy sprawdzić tereny aktualnie wpisane do rejestru historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi oraz rejestru szkód w środowisku.
Zajrzeliśmy więc do wskazanej warstwy: „Szkody i zanieczyszczenia środowiska”.
Na mapie odnajdujemy Staw Kalina. Ten sam, o którym pisano jako o „bombie ekologicznej”, kiedy przedostające się z hałdy toksyny skaziły teren wokół stawu, wody gruntowe oraz wodę w stawie i zatruwały życie okolicznym mieszkańcom.
Tę historię wielu z nas pamięta. Nie z gazet. Z własnych domów, z zamykanych okien, z zapachu, przed którym trudno było uciec. Nie chodziło wyłącznie o nieprzyjemny zapach, lecz o narażenie nas i naszych bliskich na toksyczne substancje, w tym fenole.
Zanieczyszczenie stawu oznaczono. Stojącej tuż obok hałdy — historycznego wysypiska toksycznych odpadów po Zakładach Chemicznych Hajduki, będącego źródłem skażenia — analogicznie już nie.
Czy mamy rozumieć, że problem kończy się na brzegu stawu?
To przykład rażącej rozbieżności między rzeczywistością a publicznie gromadzoną i udostępnianą informacją o stanie środowiska.
Nasuwa się zasadnicze pytanie: dlaczego więc mieszkaniec, skierowany przez organ ochrony środowiska do oficjalnego źródła informacji, nie widzi na mapie odpowiedniego oznaczenia w miejscu tak bardzo skażonym?
Spróbujmy spojrzeć na to oczami człowieka, który nie przeczytał dokumentacji i wyników badań hałdy przy Stawie Kalina. Mieszka obok albo zastanawia się nad zakupem mieszkania. Chce wiedzieć, z czym wiąże się życie w tym miejscu, więc pyta właściwy organ. Dostaje adres państwowego serwisu. Otwiera mapę.
Skąd ma wiedzieć, czego na niej nie pokazano?
Przecież właśnie dlatego zwrócił się do instytucji ochrony środowiska, że sam tego nie wie. Nie szukał zagadki do rozwiązania. Szukał wiarygodnej informacji. Oczywiście dziś już ja wiem, że brak oznaczenia nie jest dowodem braku skażenia. Lecz czy osoba widząca miejsca oznaczone jako skażone, zanieczyszczone, nie odbiera miejsc nieoznaczonych jako nieskażonych? Czy instytucje państwowe zadbały o to, żeby człowiek korzystający ze wskazanego źródła rozumiał tę różnicę i wiedział, gdzie uzyska pełną informację? I w końcu: gdzie może ją uzyskać bez konieczności prowadzenia samodzielnie wielomiesięcznego śledztwa w sprawie informacji o stanie środowiska?
Przejdźmy na drugą stronę miasta — LIPINY
Na Ajsce, w dzielnicy Lipiny, przyroda przez dziesięciolecia odzyskiwała skażony teren pozostawiony przez przemysł. Wyrosły drzewa, rozwinęły się szuwary, powstała opisywana przez naukowców mozaika ekosystemów. Można zobaczyć zieleń i pomyśleć, że najgorsze mamy już za sobą.
Tyle że przyroda odradza się tutaj na przemysłowych pozostałościach. Ich składu nie poznamy, patrząc na liście ani zachwycając się bioróżnorodnością.
Dlatego warto zajrzeć do badań.
PIG-PIB opisał zanieczyszczenia tego rejonu w opracowaniu „Szczegółowa mapa geochemiczna Górnego Śląska. Arkusz Chorzów” z 2016 roku. W powierzchniowej warstwie gleby w rejonie hałdy Kopyto stwierdzono 5 288 mg/kg arsenu. Najbardziej zanieczyszczone gleby tego rejonu zawierały do 16 110 mg/kg ołowiu i 36 930 mg/kg cynku.
W osadach zbiornika Ajska przy ul. Lotniczej odnotowano między innymi 12 100 mg/kg ołowiu, 45 360 mg/kg cynku, 1 320 mg/kg arsenu i 170 mg/kg kadmu.
To dane dotyczące konkretnych miejsc i różnych elementów środowiska. Nie oznaczają, że na każdym metrze Ajski występują takie same stężenia. Oznaczają jednak, że zanieczyszczenie tego rejonu zostało zbadane i opisane. Dziesięć lat temu.
Zaglądając do map, do których odsyła FOU Regionalna Dyrektor Ochrony Środowiska, możemy spodziewać się, że naszym oczom ukażą się stosowne oznaczenia terenu. Jednak nic bardziej mylnego. Oznaczeń brak.
Nie odkrywamy dziś, że działała tu huta. Nie zgadujemy, co mogła po sobie pozostawić. Państwowa instytucja wykonała badania i opublikowała wyniki, które powinny mieć znaczenie dla sposobu zagospodarowania tej przestrzeni oraz ochrony ludzi.
Co więcej, sami autorzy opracowania wskazują, że zgromadzone informacje mogą być wykorzystywane między innymi przy opiniowaniu projektów miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, prowadzeniu postępowań dotyczących decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, wydawaniu pozwoleń wodnoprawnych oraz ocenie zagrożeń dla środowiska gruntowo-wodnego.
A więc również wtedy, gdy rozstrzyga się, co na tym terenie i w jego pobliżu może powstać i na jakich warunkach.
Czy tę wiedzę wykorzystano, zanim zaczęto planować przyszłość tego miejsca? Czy ktoś zestawił pomysł tworzenia osiedla mieszkalnego i kolejne plany zabudowy z wynikami badań ziemi, na której mają zamieszkać ludzie?
Do tych danych wracał w 2023 roku Krzysztof M. Rostański w pracy „Silnie skażone tereny poprzemysłowe jako potencjalne miejsca rekreacji”. Już sam tytuł powinien skłonić do uważnej lektury każdego, kto chce decydować o przyszłości tego miejsca.
W zestawieniu autora zawartość arsenu w gruntach zadrzewionych odpowiadała około 106-krotności przyjętej wartości porównawczej. Ołowiu — ponad 32-krotności, cynku — niemal 37-krotności.
Czy przy takich danych naprawdę to mieszkańcy czy NGO-sy powinni przekonywać instytucje ochrony środowiska i zdrowia, że trzeba się temu przyjrzeć?
Dzieci nie bawią się w rejestrze
W 2025 roku Grzegorz Dziubanek i współautorzy opublikowali badania dotyczące zanieczyszczenia gleb w miejscach użytkowanych przez dzieci, między innymi w Świętochłowicach-Lipinach. Badano tereny szkół, parków, placów zabaw, boisk i innych miejsc rekreacji.
Wśród 23 próbek z Lipin maksymalne zawartości wyniosły 24,51 mg/kg kadmu, 850,20 mg/kg ołowiu i 4 616,60 mg/kg cynku. Autorzy wskazali na ryzyko zdrowotne związane z pozapokarmowym narażeniem dzieci na ołów, szczególnie tych najmłodszych.
To odrębne badanie, dotyczące innych punktów niż historyczne wyniki dla hałdy Kopyto i zbiornika Ajska. To badania miejsc zamieszkałych przez ludzi i przeznaczonych dla dzieci. Nie należy ich mieszać. Warto natomiast dostrzec, co je łączy: przemysłowa przeszłość tej części miasta nadal ma znaczenie dla warunków, w których żyją ludzie. Jak również to, że i te tereny nie są oznaczone przez państwowe instytucje ochrony środowiska jako tereny skażone na mapach, do których RDOŚ odsyła.
Dziecko nie wie, czy teren wpisano do rejestru. Nie sprawdzi historii działki, zanim usiądzie na ziemi. Rodzic również nie rozpozna ołowiu po wyglądzie trawnika. Wydaje się jednak, że RDOŚ, WIOŚ czy prezydent miasta, będący organem ochrony środowiska — o czym mało kto wie — już wiedzieć powinni. Na organach władzy publicznej spoczywają bowiem obowiązki gromadzenia i udostępniania informacji o stanie środowiska, odpowiednio do ich kompetencji. Zatem, gdy spoglądam na mapę GeoSerwisu i warstwy mówiące o skażeniu terenów, pytam: czy rzetelnie wykonali swoje obowiązki? Ciśnie mi się na usta odpowiedź: nie.
Właśnie dlatego potrzebujemy sprawnie działających instytucji. Takich, które potrafią połączyć wyniki badań z miejscem na mapie i wyjaśnić mieszkańcom, co z tych wyników wynika. Gdzie konieczne jest dalsze rozpoznanie, co wiadomo, a czego jeszcze nie ustalono.
Nie dla sztuki przetwarzania danych, a dla bezpieczeństwa mieszkańców, w szczególności gdy według danych GUS za 2024 rok nowotwory były przyczyną 27,6% zgonów w Świętochłowicach. Liczba zgonów z powodu nowotworów na 100 tys. mieszkańców wynosiła 351,7, wobec 293,6 w Polsce — była więc o blisko 20% wyższa od średniej krajowej. Dane te same w sobie nie rozstrzygają o przyczynach tej różnicy.
Warto przypomnieć przy tej okazji, iż według zaktualizowanej analizy WHO dla danych za 2016 rok 24% wszystkich zgonów na świecie oraz 28% zgonów dzieci poniżej 5. roku życia przypisywano modyfikowalnym czynnikom środowiskowym. Prościej — poprawa warunków środowiskowych może zapobiegać chorobom i zgonom, między innymi przez ograniczanie narażenia ludzi na skażoną glebę i powietrze zawierające toksyczne, w tym rakotwórcze substancje.
Na obrazie GeoSerwisu zakwestionowanym przez Fundację nie znajdujemy oznaczeń odpowiadających udokumentowanemu problemowi Ajski–Doliny Lipinki i rejonu hałdy Kopyto. Oznaczeń przebadanych placów zabaw oraz boisk szkolnych również.
Co więc ma pomyśleć człowiek, którego właśnie tam odesłano po informację?
Cztery działki. Dwa rejestry. „Błąd redakcyjny”
W ręce Fundacji trafiła również interesująca korespondencja w sprawie czterech działek leżących w Lipinach, a konkretnie na osiedlu Nowy Paryż i przy nim, przy doskonale przebadanej Dolinie Lipinki. RDOŚ najpierw przekazała informację, że figurują one w dwóch rejestrach dotyczących zanieczyszczeń i szkód w środowisku. Następnie poinformował, że wcześniejsza odpowiedź była wynikiem „błędu redakcyjnego”.
Można pomylić cyfrę, przestawić znaki, popełnić tak zwany czeski błąd. Ale tutaj informacja dotyczyła czterech różnych działek — 3298, 3116/175, 3446 i 3444 — oraz ich obecności w dwóch odrębnych rejestrach. Dlatego sprowadzenie całej tej rozbieżności do „błędu redakcyjnego” brzmi dla mnie co najmniej mało przekonująco.
W szczególności gdy nie jest tajemnicą prowadzona przez władze Świętochłowic sprzedaż terenów Ajski, której determinację trudno mi już określić inaczej niż jako desperacką. Dwie z wymienionych działek — 3444 i 3446 — znalazły się w rokowaniach dotyczących sprzedaży nieruchomości przy ul. Lotniczej.
W takim kontekście wiarygodność informacji o ich statusie wymaga szczególnej staranności. Ta odpowiedź może przecież trafić do mieszkańca, nabywcy, projektanta albo osoby podejmującej decyzję o przyszłym zagospodarowaniu terenu.
Nie chodzi o to, jak zapisano informację. Chodzi o to, że przekazano informację o przeciwnym znaczeniu.
Co sprawdzono, zanim potwierdzono obecność czterech nieruchomości w rejestrach? I co sprawdzono, zanim przekazano informację przeciwną? Ba, refleksja o „błędzie redakcyjnym” nie przyszła sama w szeregach RDOŚ. Była wynikiem zgłębiania tematu przez FOU, działającą w tym przypadku na rzecz ekologii.
Chcemy zobaczyć dane źródłowe, historię wpisów i dokumenty, na których oparto obie odpowiedzi. Chcemy wiedzieć, czy zweryfikowano wcześniejsze numery działek oraz nieruchomości, z których je wydzielono.
Ziemia nie zmienia swojego składu chemicznego wraz ze zmianą numeru ewidencyjnego. A sprostowanie pisma nie zastępuje rozpoznania tego, co znajduje się w gruncie.
Nie twierdzę, że sama sprzeczność pism dowodzi wykreślenia nieruchomości z rejestrów. Domagam się ustalenia ich rzeczywistej historii. Cztery działki i dwa rejestry to wystarczający powód, żeby oczekiwać udokumentowanego wyjaśnienia. W szczególności gdy mówimy o terenach będących częścią niezrekultywowanej hałdy, o czym możemy przeczytać na oficjalnych stronach Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach.
Prawo do informacji nie jest uprzejmością urzędu
Warto w tym miejscu otworzyć Konstytucję.
Art. 74 ust. 3 przyznaje każdemu prawo do informacji o stanie i ochronie środowiska. Ustęp 1 tego samego artykułu zobowiązuje władze do prowadzenia polityki zapewniającej bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom, a ustęp 2 ustanawia ochronę środowiska obowiązkiem władz publicznych.
Art. 74 ust. 4 zobowiązuje władze publiczne do wspierania działań obywateli na rzecz ochrony środowiska i poprawy jego stanu.
Czyli kiedy mieszkańcy pytają o toksyny, nie "przeszkadzają urzędowi w pracy". Upominają się o sprawę, którą Konstytucja powierzyła jego trosce.
Międzynarodowa Konwencja z Aarhus rozwija te zasady. Art. 4 ust. 1 dotyczy udostępniania informacji o środowisku na żądanie, bez konieczności wykazywania przez wnioskodawcę interesu w sprawie. Art. 5 ust. 1 lit. a przewiduje gromadzenie i uaktualnianie informacji przez władze publiczne odpowiednio do pełnionych funkcji.
Art. 5 ust. 2 wymaga przejrzystości udostępniania informacji i ich rzeczywistej dostępności. Obejmuje również wyjaśnianie społeczeństwu, jaki rodzaj i zakres informacji znajduje się w posiadaniu organów. Natomiast art. 5 ust. 1 lit. c przewiduje, w razie bezpośredniego zagrożenia zdrowia ludzi lub środowiska, bezzwłoczne przekazywanie zagrożonej społeczności posiadanych informacji, które mogą pomóc zapobiec szkodzie lub ją ograniczyć.
Ten ostatni przepis odnosi się do bezpośredniego zagrożenia. Pokazuje jednak szczególnie wyraźnie, czemu informacja środowiskowa ma służyć: ma pozwolić człowiekowi zareagować, kiedy reakcja może jeszcze coś zmienić. Ochronić życie i zdrowie ludzi oraz środowisko. Nie dopiero wyjaśnić mu po czasie, na co był narażony.
Obowiązki mają konkretnych adresatów i źródła nie tylko w Konstytucji czy umowach międzynarodowych
W polskim prawie art. 8 ust. 1 ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie nakłada na władze obowiązek udostępniania informacji znajdujących się w ich posiadaniu lub dla nich przeznaczonych, z ustawowymi ograniczeniami. Ustęp 2 zobowiązuje do udzielania niezbędnej pomocy i wskazówek przy ich wyszukiwaniu.
Art. 9 ust. 1 pkt 1, 2 i 6 obejmuje informacje o stanie elementów środowiska, emisjach i zanieczyszczeniach oraz o zdrowiu, bezpieczeństwie i warunkach życia ludzi w zakresie oddziaływania czynników środowiskowych. Co jest niezwykle ciekawe, gdyż od 17 czerwca FOU nie może otrzymać informacji o stężeniach takich substancji jak WWA, BTEX i fenol w powietrzu przy instalacji napowietrzającej skażony Staw Kalina, wokół którego władze miasta Świętochłowice urządziły ścieżki spacerowe, place zabaw i boiska oraz organizują wydarzenia miejskie, również dla dzieci i seniorów. Widuję tam również kobiety w ciąży i noworodki.
Ustawa o ochronie przyrody również nie pozostawia tych spraw dobrej woli administracji. Art. 4 ust. 1 ustanawia obowiązek dbałości o przyrodę, ustęp 2 nakazuje organom zapewniać warunki prawne, organizacyjne i finansowe jej ochrony, a ustęp 3 zobowiązuje między innymi administrację do prowadzenia działalności informacyjnej w tej dziedzinie.
Co szczególnie istotne dla Ajski i Doliny Lipinki czy terenów u podnóża toksycznej „hałdy Kalina”, art. 3 pkt 1 tej ustawy przewiduje uwzględnianie wymagań ochrony przyrody w dokumentach planistycznych, w tym planach ogólnych gmin i miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, oraz w działalności gospodarczej i inwestycyjnej.
Ochrona przyrody nie zaczyna się więc dopiero przy ustawianiu tablicy z nazwą chronionego obszaru. Powinna być obecna również wtedy, gdy planuje się, co powstanie w jego otoczeniu i jakie zmiany przyniesie inwestycja.
Z kolei art. 101d ust. 1 Prawa ochrony środowiska powierza identyfikację potencjalnych historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi staroście. W mieście na prawach powiatu zadanie to wykonuje prezydent miasta. A ten — Daniel Beger — mimo sprzeciwu mieszkańców, mimo apeli naukowców i działań ministerstwa na rzecz ochrony środowiska sprzedaje tereny w rejonie potencjalnych skażeń pod zabudowę mieszkaniową.
Dlatego pytamy, jakie informacje zebrano, jakie opracowania przeanalizowano i do jakich ustaleń doprowadziły.
W Świętochłowicach mam wrażenie, że brak badania staje się dowodem na brak szkodliwości. Co w mojej ocenie jest skandaliczne. A i samo istnienie badania jeszcze nikogo, jak widać, nie chroni. Ktoś musi wykorzystać jego wyniki przy wykonywaniu swoich obowiązków. A podział kompetencji między urzędy powinien prowadzić do wyjaśnienia sprawy, nie pozostawiać mieszkańca pomiędzy sprzecznymi odpowiedziami.
I dlatego pytamy dalej
Fundacja Opus Unicus wystąpiła o wyjaśnienie rozbieżności, podstaw danych prezentowanych w GeoSerwisie oraz czynności weryfikacyjnych podjętych przez RDOŚ. O sprawie powiadomiliśmy między innymi Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, Minister Klimatu i Środowiska, Wojewodę Śląskiego oraz Marszałka Województwa Śląskiego.
Liczymy na to, że instytucje na wszystkich szczeblach — od miejskiego, przez wojewódzki, po centralny — wyjaśnią nam te, w naszej ocenie, rażące rozbieżności w informacjach dotyczących stanu środowiska.
Rażące również dlatego, że ich konsekwencje mogą dotyczyć zdrowia i życia mieszkańców. Na podstawie takich informacji planuje się przecież zabudowę, podejmuje decyzje o ingerencji w teren, kupuje nieruchomości i wybiera miejsce życia własnej rodziny.
Jeżeli informacja pomija udokumentowane zanieczyszczenia albo pozostawia człowieka z mylnym obrazem sytuacji, może pozbawić go możliwości uniknięcia zagrożenia.
W mojej ocenie przedstawiony sposób informowania mieszkańców nie realizuje należycie obowiązku rzetelnego informowania o stanie środowiska. Oczekujemy wyjaśnienia opartego na dokumentach, wskazania przyczyn rozbieżności i odpowiedzialności za ich powstanie. A tam, gdzie dane okażą się błędne lub niepełne — ich sprostowania i uzupełnienia.
Zanim na podstawie tego, czego mieszkańcom nie powiedziano, zapadną kolejne decyzje.
Wracam więc do pytania, od którego zaczęłam.
Wiedza istnieje. Są badania, dokumenty, przepisy i instytucje powołane do ich wykonywania. Dlaczego zatem to mieszkańcy muszą odnajdywać te informacje, zestawiać je ze sobą i zanosić do urzędów z pytaniem, czy ktoś je uwzględnił?
My wykonujemy tę pracę społecznie, bo chodzi o miejsce naszego życia.
Ale kto wykonał pracę, za którą odpowiada służbowo?
I kto odpowie za jej niewykonanie, jeżeli człowiek, który zaufał urzędowej informacji, dowie się o zagrożeniu dopiero wtedy, gdy będzie już za późno, żeby go uniknąć?

I tu zaczyna się rzecz najważniejsza.
Czy mamy odwagę spojrzeć na nasz system ochrony środowiska obiektywnie i przyznać, że nie działa? Bo jeśli mamy do czynienia z substancjami, wśród których znajdują się związki o naukowo potwierdzonych właściwościach mutagennych i rakotwórczych, a urzędy nie informują o związanych z nimi zagrożeniach, to znaczy, że coś po drodze poszło w złą stronę.
Olbrzymią wagę ma tu art. 12 ust. 2 pkt 2 ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko.
Przepis ten przewiduje udostępnianie „bez pisemnego wniosku” — w przypadku klęski żywiołowej, innej katastrofy naturalnej, awarii technicznej lub innego bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia ludzi lub środowiska, spowodowanego działalnością człowieka lub przyczynami naturalnymi — informacji znajdujących się w posiadaniu władz publicznych lub dla nich przeznaczonych, które umożliwiają osobom mogącym ucierpieć podjęcie działań w celu zapobieżenia szkodom albo zminimalizowania ich rozmiaru.
Oczywiście sformułowanie „bez pisemnego wniosku” nie oznacza automatycznie „bez jakiegokolwiek wniosku”. Ale ustawodawca potraktował takie informacje w sposób szczególny. Co więcej, zgodnie z art. 14 ust. 4, jeżeli wniosek dotyczący informacji, o których mowa w art. 12 ust. 2 pkt 2, zostanie złożony, informacje te udostępnia się w dniu złożenia wniosku.
I właśnie dlatego odsyłanie osoby pytającej o zagrożenie do danych, które budzą poważne wątpliwości co do swojej kompletności i rzetelności, bez przekazania informacji o znanych organom potencjalnych zagrożeniach, jest czymś znacznie poważniejszym niż zwykły problem z komunikacją urzędu.
Zwłaszcza że mówimy o informacjach, których ustawowym celem jest umożliwienie zagrożonym osobom podjęcia działań, aby zapobiec szkodzie albo ograniczyć jej rozmiar.
I to jest zasadnicze dla naszej sprawy. Zarówno historyczne wysypisko odpadów poprzemysłowych, dziś nazywane hałdą Kalina, jak i tereny Ajski skażone w wyniku działalności huty cynku i kopalni stanowią w mojej ocenie bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi narażonych na kontakt z obecnymi tam toksynami. Istnieją przy tym liczne badania i opracowania dokumentujące zanieczyszczenia, w tym dokumenty przygotowane dla samych władz publicznych. O udostępnienie informacji występowała również Fundacja Opus Unicus.
Nie widzę jednak, by instytucje należycie wypełniały obowiązek udostępniania mieszkańcom informacji pozwalających zapobiegać szkodom lub ograniczać ich skutki. Jeżeli organy uważają, że opisane zagrożenie nie ma charakteru bezpośredniego, oczekuję wskazania badań i ustaleń, na których opierają tę ocenę.
Człowiek musi wiedzieć o zagrożeniu wtedy, kiedy może go jeszcze uniknąć.
A ładne — nie znaczy zdrowe...
C.d.n.
źródła:
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej
Konwencja z Aarhus
Prawo ochrony środowiska
Ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko
Ustawa o ochronie przyrody
A. Pasieczna (red.), J. Fajfer, K. Strzemińska, „Szczegółowa mapa geochemiczna Górnego Śląska w skali 1:25 000. Arkusz Chorzów M-34-62-B-b”, Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy, Warszawa 2016, ISBN 978-83-7863-657-1.
K. M. Rostański, „Silnie skażone tereny poprzemysłowe jako potencjalne miejsca rekreacji”, „Rozwój Regionalny i Polityka Regionalna” 2023, nr 64, s. 35–56, DOI: 10.14746/rrpr.2023.64.04.
G. Dziubanek, J. Furman, D. Rogala, K. Gut-Pietrasz, M. Ćwieląg-Drabek, M. Rusin, J. Domagalska, A. Piekut, R. Baranowska, A. Niesler, W. Osmala-Kurpiewska, „Health Risk for Non-Dietary Children’s Exposure to Heavy Metals in Postindustrial Areas in Upper Silesia, Poland”, „Toxics” 2025, t. 13, nr 5, art. 377, DOI: 10.3390/toxics13050377.
K. Rostański, A. Rostański, R. Dulias, „The evolution of the Lipinka Valley brownfield site as a multi-layered testimony to local identity”, „Landscape Online” 2025, t. 100, art. 1142, DOI: 10.3097/LO.2025.1142.
Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, GeoSerwis, warstwa „Szkody i zanieczyszczenia środowiska”, https://geoserwis.gdos.gov.pl/mapy/, dostęp: 20.09.2026 r.
Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Katowicach, pismo z dnia 14 września 2026 r., znak WSI.402.461.2026.EJ.1.
Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Katowicach, pismo z dnia 15 września 2026 r., znak WSI.402.481.2026.EJ.1.
Fundacja Opus Unicus, pismo z dnia 22 września 2026 r. do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach — wniosek o udostępnienie informacji o środowisku i jego ochronie oraz informacji publicznej, dotyczący podstaw danych prezentowanych w GeoSerwisie GDOŚ w odniesieniu do hałdy przy Stawie Kalina i terenu Ajski–Doliny Lipinki oraz czynności weryfikacyjnych podjętych przez RDOŚ.
Główny Urząd Statystyczny, dane demograficzne i dane dotyczące zgonów za 2024 r., w tym „Rocznik Demograficzny 2025”.
World Health Organization, „Preventing disease through healthy environments: a global assessment of the burden of disease from environmental risks” oraz zaktualizowane dane dotyczące obciążenia zdrowotnego czynnikami środowiskowymi za 2016 r.
World Health Organization, „Children’s environmental health” — dane dotyczące obciążenia zdrowotnego dzieci czynnikami środowiskowymi.
Dokumentacja zamówienia dotyczącego remediacji hałdy odpadów poprzemysłowych położonej przy Stawie Kalina w Świętochłowicach, załącznik nr 2 do umowy — Program Funkcjonalno-Użytkowy (PFU), plik „PFU.zip”, https://platformazakupowa.pl/transakcja/1273385, dostęp: 11.09.2026 r.
Publicznie dostępna dokumentacja dotycząca hałdy przy Stawie Kalina oraz dokumentacja przekazana Regionalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska w Katowicach przez Fundację Opus Unicus.
Urząd Miejski w Świętochłowicach, „Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy «Dolina Lipinki»”, oficjalny opis obszaru, w tym hałdy Kopyto, dostęp: 23.09.2026 r.
Publicznie dostępne materiały planistyczne Miasta Świętochłowice, w tym Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz materiały dotyczące sporządzanego Planu Ogólnego Miasta Świętochłowice.
#SztukaKobiet #SztukaŁączy #SztukaŚląska #SztukaWspółczesna #Szoka #FOU #OpusUnicus #Świętochłowice #Hałda #Kalina #Staw #Ajska #PolskaStolicaKultury #GłosKobiet #IwonaSzoka #transformacja #depopulacja
