Czy zniszczymy naturalną remediację terenu skażonego toksynami na Ajsce? Czy wyschną szuwary – naturalny filtr toksyn?
- Opus Unicus

- 9 sie
- 5 minut(y) czytania
Pyta Iwona Szoka
Przesunięcie zabudowy w kierunku Doliny Lipinki, zmiana zagospodarowania terenu Ajski, to nie tylko kolejne budynki na mapie. To ingerencja w stosunki wodne terenu, a wraz z nią ryzyko obniżenia poziomu wód gruntowych i wysuszenia niezwykle delikatnego ekosystemu, który dopiero się tutaj odradza.
I właśnie dlatego, zanim przesuniemy zabudowę choćby o kolejny metr, warto wiedzieć, co właściwie przesuwamy i w czyją stronę. Kiedy mówię o Dolinie Lipinki, nie mam na myśli wyłącznie wąskiego obszaru wyznaczonego administracyjną granicą.
Mówię o całym układzie przestrzennym i przyrodniczym pomiędzy ciekiem i Doliną Lipinki a terenem zabudowanym. Mówię również o całym terenie Ajski, o hałdzie po dawnej działalności hutniczej i o istniejącej zabudowie mieszkaniowej.
I poddaję pod rozwagę pytanie podstawowe: co jest skażonym terenem – hałdą po hucie cynku – a co nim nie jest?
Dziś to właśnie przestrzeń pomiędzy Doliną Lipinki a zabudową mieszkaniową jest przedmiotem głównych rozważań w przestrzeni publicznej.
Nie jest pustką. Nie jest ziemią „pomiędzy niebami”.
I nawet jeżeli jakiś jej fragment na mapie lub w ewidencji zostanie nazwany „nieużytkiem”, nie oznacza to, że w rzeczywistości nie pełni żadnej funkcji.
Wręcz przeciwnie. Jest częścią układu wodnego i przyrodniczego. Rozwijają się tutaj siedliska i roślinność związana z terenami wilgotnymi, a przez teren przemieszcza się woda.

To nie jest wolne miejsce pomiędzy widocznym „kopcem” hałdy czy wodami Lipinki a domami. To jest przestrzeń, która ma swoją funkcję. I właśnie tę funkcję trzeba poznać, zanim zaczniemy ten teren metr po metrze zabudowywać.
Dolina Lipinki w Świętochłowicach – i szerzej teren Ajski – nie jest pustą przestrzenią pomiędzy osiedlami.
Miejsce to nie jest również obojętne ani mieszkańcom Śląska, ani naukowcom. W 2025 roku Krzysztof Rostański, Adam Rostański i Renata Dulias opublikowali w czasopiśmie naukowym „Landscape Online” pracę The evolution of the Lipinka Valley brownfield site as a multi-layered testimony to local identity.
To niezwykle ciekawa opowieść o przestrzeni, w której zapisała się trudna historia tego regionu – przez dziesięciolecia przekształcanej przez człowieka i przemysł, a następnie, pozostawionej samej sobie, stopniowo odzyskiwanej przez przyrodę.
I tu zaczyna się rzecz najważniejsza.
Autorzy nie opisują Doliny Lipinki jako pustej zielonej plamy. Badają jej przekształconą przez człowieka rzeźbę, hydrografię, gleby, wody powierzchniowe, florę i faunę. A pamiętajmy, że ten ekosystem nie powstał obok przemysłowej historii tego kawałka świata, lecz na jej pozostałościach – pośród ołowiu i tego wszystkiego, co pozostawiła po sobie huta.
Autorzy wskazują na antropogeniczne przekształcenia lokalnej rzeźby i hydrografii oraz zmiany właściwości fizycznych i chemicznych gleb i wód powierzchniowych. I dochodzą do wniosku szczególnie ważnego dla dzisiejszej dyskusji o Dolinie Lipinki: ta zdegradowana przez przemysł przestrzeń nie pozostała biologiczną pustynią. Z czasem wykształcił się tu ekosystem, który zaczął pełnić własne funkcje przyrodnicze.
„Analizy flory i fauny tego obszaru wykazały powstanie tutaj unikalnej mozaiki ekosystemów” – piszą Rostański, Rostański i Dulias.
Przez lata wytworzyła się tutaj właśnie ta niezwykła mozaika siedlisk. Woda, gleba, roślinność i ukształtowanie terenu tworzą system naczyń połączonych. Dlatego w takim miejscu woda nie jest technicznym szczegółem projektu budowlanego.
Woda jest jednym z warunków istnienia tego ekosystemu. Jeżeli zmieniamy stosunki wodne, nie zmieniamy jednego parametru w dokumentacji. Zmieniamy warunki, w których funkcjonuje cały teren.
Warto wrócić do początku moich rozważań. Pytania z którym zwróciłam się do Państwa, od którego zaczęłam. Do szuwarów. Nie dlatego, że są głównym bohaterem tej opowieści. Są jednym z widocznych elementów znacznie większego systemu.
Szuwary to roślinność związana z wodą i terenami podmokłymi. Taka roślinność może zatrzymywać zawiesiny, pobierać część substancji z wody i podłoża, stabilizować osady, tworzyć siedliska oraz uczestniczyć w naturalnych procesach samooczyszczania wód.
Nie przesądzam, jaką dokładnie funkcję w zatrzymywaniu konkretnych zanieczyszczeń pełni roślinność występująca na Ajsce.
To trzeba zbadać, zanim zmienimy warunki, dzięki którym ona tam istnieje.
I właśnie dlatego pytanie o dalszą zabudowę w kierunku Doliny Lipinki i zmianę zagospodarowania Ajski nie brzmi wyłącznie: Ile mieszkań można tutaj jeszcze wybudować?. Powinno brzmieć: Ile możemy zmienić, zanim przestanie istnieć to, co przez dziesięciolecia stworzyła tutaj przyroda?
Nie każdy „nieużytek” jest nieużytkiem
Czasami warto przeczytać pracę naukową o miejscu, które – wydawałoby się – znamy.
Zwłaszcza kiedy przez lata przyzwyczailiśmy się patrzeć na nie jak na kawałek ziemi pomiędzy osiedlami, drogami i pozostałościami przemysłu. Już sam tytuł publikacji Rostańskiego, Rostańskiego i Dulias jest znaczący.
Dolina Lipinki jako „wielowarstwowe świadectwo lokalnej tożsamości”.
Nie jako pusta przestrzeń. Nie jako ziemia czekająca na „zagospodarowanie”. Nie jako teren, na który wystarczy spojrzeć przez pryzmat ceny metra kwadratowego. A i ta tu budzi kontrowersje... Rok 2026, serce Aglomeracji - cena ok 80zł/m2....
Autorzy opisują miejsce znacznie bardziej skomplikowane. Przemysł przez dziesięciolecia zmieniał tutaj rzeźbę terenu i stosunki wodne. Zmieniały się fizyczne i chemiczne właściwości gleb oraz wód powierzchniowych. Człowiek ingerował w krajobraz, pozostawiając w nim kolejne warstwy swojej działalności.
Na Ajsce wydarzyło się coś niezwykle ciekawego. Przyroda zaczęła ten teren odzyskiwać.
Powstała mozaika ekosystemów, w której krajobraz poprzemysłowy, wojenny i naturalny nie istnieją obok siebie jak trzy oddzielne obrazki.
One są ze sobą powiązane.
I właśnie ta zależność jest jednym z najważniejszych elementów tej historii. Dolina Lipinki pokazuje coś, o czym w miastach poprzemysłowych wyjątkowo łatwo zapominamy:
to, co wygląda na nieuporządkowane, wcale nie musi być bezwartościowe. Czasem wręcz przeciwnie.
Teren pozostawiony przez przemysł może być jednocześnie trudnym dziedzictwem środowiskowym, zapisem historii kilku pokoleń mieszkańców i miejscem, w którym przez dziesięciolecia powstał nowy, skomplikowany ekosystem.
Kopalnie. Huty. Hałdy. Kolej. Wojna. Przemysłowy boom. Likwidacja przemysłu. Sukcesja przyrody. Nowe osiedla.
I właśnie dlatego słowo „rewitalizacja” zawsze powinno zaczynać się od słowa „wiedza”.
Najpierw trzeba wiedzieć, co znajduje się pod ziemią. Trzeba wiedzieć, jak płynie woda. Trzeba wiedzieć, jakie procesy zachodzą w glebie.
Trzeba wiedzieć, co żyje na powierzchni. Trzeba wiedzieć, dlaczego żyje właśnie tutaj. Dopiero potem można odpowiedzialnie zastanawiać się, co wolno w takim miejscu zmienić.
Dziś już wiem, że krajobraz poprzemysłowego Śląska nie jest czystą kartką papieru. Jest raczej palimpsestem – kartą zapisywaną wielokrotnie, na której pod najnowszą warstwą nadal możemy odczytać poprzednie. I człowiek, który przez cały ten czas mieszka pomiędzy nimi. To właśnie dlatego badania Ajski w tym Doliny Lipinki są dla mnie interesujące nie tylko z perspektywy przyrodniczej.
Są również opowieścią o Śląsku.
O regionie, w którym przez ponad sto lat najpierw pytaliśmy, co można z ziemi wydobyć, później – co można na niej wybudować, a zdecydowanie zbyt rzadko pytaliśmy: co już się na niej znajduje i jakie będą konsekwencje, jeżeli to zmienimy?
Dolina Lipinki nie potrzebuje romantyzowania. Jej przemysłowa przeszłość jest faktem. Antropogeniczne przekształcenia środowiska są faktem. Zmiany gleb, wód i hydrografii są przedmiotem badań naukowych. Ale faktem jest również życie, które przez dziesięciolecia nauczyło się funkcjonować w tym niezwykłym miejscu.
I może właśnie dlatego teren Ajski jest tak dobrym symbolem współczesnego Śląska. Nie jest ani „dziką przyrodą”, ani wyłącznie „terenem poprzemysłowym”.
Jest jednym i drugim.
Jest historią działalności człowieka i historią zdumiewającej zdolności przyrody do adaptacji.
Dlatego zanim kolejny fragment takiego krajobrazu potraktujemy jak pustą przestrzeń na mapie inwestycyjnej, warto zrobić jedną bardzo prostą rzecz.
Przeczytać, co już o nim wiemy.
Czasami największym problemem nie jest brak wiedzy. Największym problemem jest to, że dziś wiedza istnieje – ale przepisy dotyczące gromadzenia i upowszechniania informacji o stanie środowiska, służące m.in. realnemu przeciwdziałaniu zagrożeniom dla zdrowia publicznego, mało kogo interesują.
Polecam lekturę Konwencji z Aarhus, przepisów dotyczących dostępu do informacji o środowisku i jego ochronie, ale również literatury dotyczącej odpowiedzialności władzy publicznej.
C.d.n.
Źródło:
K. Rostański, A. Rostański, R. Dulias, The evolution of the Lipinka Valley brownfield site as a multi-layered testimony to local identity, „Landscape Online”, 2025, vol. 100, art. 1142, s. 1–28, DOI: 10.3097/LO.2025.1142.
#SztukaKobiet #SztukaŁączy #SztukaŚląska #SztukaWspółczesna #Szoka #FOU #OpusUnicus #Świętochłowice #Hałda #Kalina #Staw #Ajska #PolskaStolicaKultury #GłosKobiet #IwonaSzoka #transformacja #depopulacja

