Remediacja ma ograniczać ekspozycję, nie ją tworzyć. A jak to wygląda w przypadku hałdy Kalina?

Zaktualizowano: 11 wrz
Pyta Iwona Szoka
W samym sercu metropolii śląskiej, pomiędzy osiedlami Świętochłowic i Chorzowa, znajduje się historyczne składowisko odpadów poprzemysłowych po Państwowych Zakładach Chemicznych Hajduki, związanych m.in. z destylacją smoły oraz produkcją farb i lakierów.
Dokumentacja przedsięwzięcia wskazuje w tym środowisku m.in. fenole, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA) oraz substancje z grupy BTEX. Wśród opisanych zanieczyszczeń znajdują się związki lotne i półlotne, a dokumentacja wskazuje również na toksyczne, mutagenne i rakotwórcze właściwości części tych substancji oraz ich potencjalny wpływ na rozrodczość, a także negatywny wpływ na system hormonalny.
To właśnie w tę hałdę trwa obecnie ingerencja bez absolutnie żadnych konsultacji społecznych, bez analizy ryzyka i bez zabezpieczenia mieszkańców przed potencjalnym uwolnieniem „smoka spod wielkiej góry”, czyli toksyn.
Najpierw mała instalacja eksperymentalna.
Potem pełnowymiarowa – eksperyment na wielką skalę.
Nie bez znaczenia jest również to, co przewiduje załącznik do zamówienia – Program Funkcjonalno-Użytkowy (PFU) dotyczący remediacji hałdy przy Stawie Kalina zakontraktowanej 15 czerwca 2026 r.
Już w fazie prac określanych jako „badania” przewidziano budowę i uruchomienie małej, eksperymentalnej instalacji semitechnicznej, która ma poprzedzić rozwiązanie pełnowymiarowe. Co to znaczy? Etap badawczy obejmuje instalację eksperymentalną mającą przygotować rozwiązanie docelowe, również w rzeczy samej eksperymentalne.
Na podstawie doświadczeń uzyskanych podczas pracy małej instalacji ma następnie zostać przygotowane rozwiązanie pełnowymiarowe, obejmujące m.in. system napowietrzania wnętrza pięciohektarowej hałdy oraz możliwość dozowania bakterii.
I właśnie dlatego Fundacja stawia kolejne, bardzo proste pytanie:
Kto chroni nas i przyrodę przed tym eksperymentem?
I dlatego warto wrócić do rzeczy podstawowej: czym właściwie, zgodnie z prawem, ma być remediacja i czemu ma służyć.

Art. 3 pkt 31b, prawa ochrony środowiska, wskazuje, że celem remediacji jest m.in. usunięcie lub zmniejszenie ilości substancji powodujących ryzyko, ich kontrolowanie oraz ograniczenie ich rozprzestrzeniania się, tak aby zanieczyszczony teren przestał stwarzać zagrożenie dla zdrowia ludzi lub środowiska.
Nie chodzi więc wyłącznie o to, żeby „coś zrobić” z terenem zanieczyszczonym.
Chodzi o rezultat.
O ograniczenie zagrożenia, ograniczenie rozprzestrzeniania się substancji i ochronę ludzi oraz środowiska przed ekspozycją.
I właśnie z tej perspektywy warto spojrzeć na dwie zupełnie różne sytuacje przy Kalinie
I tu zaczyna się rzecz najważniejsza.
Czym innym była remediacja rozkopanego Stawu Kalina, zionącego m.in. fenolami i emitującego zanieczyszczenia, której celem było ograniczenie narażenia mieszkańców i przedostawania się toksycznych substancji do środowiska, a czym innym ingerencja mogąca uwolnić odizolowane toksyny.
W przypadku remediacji stawu, Polska nie miała wyjścia. Wówczas toksynami oddychały nawet dzieci w pobliskiej szkole, wspominają nauczyciele oraz byli już uczniowie oraz uczennice. Niedawno mówił o tym również radny miasta Damian Malujda w rozmowie prowadzonej po Komisji Skarg i Wniosków w UM Świętochłowice. Pamięta iż trzeba było zamykać okna, nie dało się oddychać.
O czym i ja wiem doskonale — sama tu mieszkam. I wiem, co stało się, gdy poprzednie władze rozkopały teren bez zabezpieczenia mieszkańców. Dlatego jestem zaskoczona brakiem reakcji przeciwdziałających potencjalnemu zagrożeniu ze strony przewodniczącego Rady Miasta Bartosza Karcza, który był wówczas wiceprezydentem i uczestniczył w prowadzeniu nieudanej remediacji, której skutki tysiące mieszkańców mogą odczuwać z czasem.
Mamy bowiem do czynienia z substancjami, których właściwości mutagenne i rakotwórcze zostały naukowo potwierdzone.
Już dziś, według danych GUS za 2024 r., umieralność z powodu nowotworów w Świętochłowicach, w przeliczeniu na 100 tyś. mieszkańców, przekracza średnią krajową o 19,7%.
Oczywiście nie ma podstaw, aby wprost przypisywać ten wynik oddziaływaniu Stawu Kalina, nie przeprowadzono obiecanych badań, jednak dane te niewątpliwie dają do myślenia.
Dziś, zanim sprowadzimy kolejne ryzyko wprowadzenia zagrożenia na społeczność lokalną, warto się zatrzymać i pozwolić specjalistom m.in. od zarzadzania ryzykiem stworzyć maksymalnie bezpieczne rozwiązanie, a nie pozostawiać takie zadania politykom.
Z czujnością dziś warto podejmować działania wobec ok. 25-metrowej hałdy, której zawartość została wcześniej odizolowana od otoczenia, powierzchnię odpadów przykryto ziemią i która porosła bujdą roślinnością, jeżeli planowana ingerencja może stworzyć ryzyko ponownego uwalniania lub przemieszczania znajdujących się w niej substancji...
Chyba, ze chcemy napisać scenariusz „Fenolowych dzieci”.
W ramach remediacji stawu hałdę odizolowano szczelnymi grodziami dookoła. Prace kosztowały ok. 72 mln zł, a oczyszczanie stawu bakteriami oraz jego napowietrzanie mimo upływu lat — nadal trwa.
Niestety od 17 czerwca 2026 miasto nie przedstawiło wyników badań powietrza przy już istniejącej instalacji napowietrzającej staw, a także przy przepompowni ChŚPWiK, aby ocenić bezpieczeństwo istniejącej instalacji napowietrzającej staw. Być może od lat tego nie sprawdzało. Czas pokaże. Zwłaszcza że mieszkańcy od lat wskazują miejsca, w których występują intensywne uciążliwości zapachowe mogące świadczyć o emisji substancji zanieczyszczających, podczas gdy przepisy nakładają na organy publiczne obowiązek gromadzenia i udostępniania informacji o stanie środowiska.
I tak dochodzimy do zasadniczej różnicy pomiędzy remediacją intensywnie parującego Stawu Kalina oraz terenu przyległego, a hałdy.
W pierwszym przypadku działania miały ograniczać istniejącą ekspozycję.
W drugim przypadku — w sprawie historycznego wysypiska odpadów toksycznych — trzeba najpierw wykazać, że podejmowana ingerencja nie stworzy nowych dróg ekspozycji.
I właśnie dlatego nie można mechanicznie porównywać rozkopanego stawu, z którego m.in. fenole było czuć na kilometry — z hałdą, której zawartość została wcześniej odizolowana od otoczenia w ramach prowadzonych prac, które kosztowały społeczność dziesiątki milionów złotych. O ich skuteczność grodzi mówili przedstawiciele miasta podczas wrześniowej Sesji Rady Miasta — nie powinna przez 3 dekady nam zagrażać.
Najpierw zapobieganie
Art. 6 Prawa ochrony środowiska nakazuje zapobiegać negatywnemu oddziaływaniu na środowisko. Jeżeli natomiast negatywne skutki planowanej działalności nie są jeszcze w pełni rozpoznane, zastosowanie znajduje zasada przezorności.
Jej sens jest prosty.
Nie czekamy, aż szkoda nastąpi, żeby dopiero wtedy zastanawiać się, jak jej przeciwdziałać.
Najpierw rozpoznajemy możliwe zagrożenia i drogi narażenia, następnie przygotowujemy zabezpieczenia, a dopiero później podejmujemy działania mogące oddziaływać na środowisko.
W przypadku wysypiska odpadów przemysłowych, nazywanego przez mieszkańców hałdą Kalina, ma to szczególne znaczenie, ponieważ dokumentacja przedsięwzięcia przewiduje, przypomnę, wykonanie dziesiątek otworów, w tym 10 poziomych do instalacji wentylacyjnej, szczególnie kontrowersyjne – napowietrzanie i podgrzewanie wnętrza hałdy.
Jednocześnie pięć otworów już istnieje, ale — zgodnie z pisemną informacją przekazaną Fundacji przez prezydenta miasta Świętochłowice — nie dokonano identyfikacji znajdujących się w nich gazów ani nie określono ich stężeń w fazie prac nazywanych "badaniami".
Zapowiedziano natomiast wykonanie kolejnych 35.
I tu właśnie pytanie o zasadę przezorności przestaje być abstrakcyjną dyskusją prawną.
Jeżeli nie wiemy jeszcze, jakie gazy znajdują się w wykonanych otworach i w jakich stężeniach, to na jakiej podstawie oceniamy ryzyko dalszej ingerencji?
Ma to tym większe znaczenie, że Dyrektor Oddziału Badań REMEA Ewa Iwanicka sama publicznie wskazuje, iż podczas wierceń, wykopów, przemieszczania mas ziemnych lub naruszania zanieczyszczonego podłoża obecne w nim lotne związki organiczne, gazy i pary substancji chemicznych mogą być uwalniane do atmosfery.
Ustawodawca każe patrzeć również na to, kto mieszka obok
Prawo ochrony środowiska wymaga przy ocenie występowania znaczącego zagrożenia dla zdrowia ludzi lub stanu środowiska uwzględniania m.in. możliwości rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń, potencjalnych dróg narażenia oraz ludzi, którzy mogliby ucierpieć.
Co szczególnie istotne w przypadku Kaliny, art. 101p ust. 1 pkt 5 wskazuje wprost na występowanie na terenie zanieczyszczonym i w jego okolicy m.in. placów zabaw, terenów sportowych oraz budynków mieszkalnych i użytkowych.
To niemal opis otoczenia tej hałdy.
Mówimy o terenie położonym pomiędzy osiedlami Świętochłowic i Chorzowa, w sąsiedztwie szkoły, przedszkola, boisk, placów zabaw i miejsc codziennie użytkowanych przez mieszkańców.
Ustawodawca nie każe więc patrzeć wyłącznie na to, co znajduje się we wnętrzu zanieczyszczonego terenu.
Każe patrzeć także na to, kto znajduje się wokół niego i w jaki sposób może zostać narażony.
Jedno ogranicza ekspozycję. Drugie może ją stworzyć
I właśnie do tego sprowadza się najważniejsza różnica.
Remediacja powinna prowadzić do ograniczania zagrożenia i rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń.
Jeżeli natomiast ingerujemy w materiał, który pozostawał odizolowany od otoczenia w ramach wykonanej już remediacji, na terenie gęsto porośniętym roślinnością i podlegającym procesom bioremediacji od dekad, musimy wcześniej wiedzieć, czy wykonanie otworów, napowietrzanie, podgrzewanie lub inne działania nie stworzą nowych dróg migracji znajdujących się w nim substancji. Nie twierdzę, że hałdy nigdy nie należy ruszać.
Twierdzę, że najpierw trzeba wykazać bezpieczeństwo ingerencji, a dopiero później ją prowadzić.
Trzeba znać możliwe drogi migracji rakotwórczych, śmiercionośnych toksyn, realne scenariusze awaryjne i sposób ochrony ludzi mieszkających obok.
Bo remediacja nie polega na tym, aby substancje, które zostały odizolowane od mieszkańców, ponownie wprawić w obieg i dopiero później sprawdzać, gdzie trafią.
Jeżeli celem prawa jest ograniczanie ekspozycji, to właśnie ten cel powinien być punktem wyjścia dla każdej technologii, każdego harmonogramu i każdej decyzji podejmowanej przy Kalinie.
Dziś, poza szumnie zapowiadanym monitoringiem powietrza, nasze dzieci i my każdego dnia nie wiemy, czym oddychamy. Nie znamy również planu ewakuacji ani procedur działania służb na wypadek błędu, który — wydawałoby się — jest przecież możliwością wpisaną w prowadzenie eksperymentów. Szkoda tylko, że w tym przypadku eksperyment nie odbywa się w laboratorium, lecz w sercu metropolii.
Nie możemy dowiadywać się"jutro" z wykresu, czym oddychaliśmy dzisiaj.
Monitoring bez natychmiastowego alarmowania i procedury ochrony mieszkańców nie zapobiega narażeniu na toksyczne substancje — może jedynie później pokazać, że do takiego narażenia mogło dojść.
Co więcej — kto nas o tym powiadomi?
Prywatna firma realizująca prace, których ewentualnym skutkiem może być uwolnienie substancji z historycznego składowiska?
Historia ochrony środowiska na świecie zna podobne przypadki — historie bagatelizowanych zagrożeń, opóźnionych reakcji i ludzi, którzy o rzeczywistym narażeniu dowiadywali się dopiero po czasie. Niektóre z nich stały się później podstawą filmów i seriali opartych na prawdziwych wydarzeniach.
Właśnie dlatego pytamy o niezależny system kontroli, alarmowania i ochrony mieszkańców — zanim wydarzy się historia, o której ktoś kiedyś nakręci film.
Nasze dzieci mogą być w tym czasie w szkole, na boisku albo na placu zabaw. My możemy spacerować, być w domu albo spać.
Nie możemy najpierw wziąć oddechu powietrzem zawierającym uwolnione substancje, a dopiero później otrzymać informację, co zarejestrował monitoring.
System bezpieczeństwa musi dawać mieszkańcom szansę zareagowania, zanim dojdzie do narażenia.
Bo ładne — nie znaczy zdrowe...
C.d.n.
źródła:
Prawo ochrony środowiska - ustawa tekst jednolity
Konwencja z Aarhus
Publikacje zawodowe Dyrektor Oddziału Badań REMEA Ewa Iwanicka (w tym Linkedin)
Umowa na remediacja hałdy odpadów poprzemysłowych położonej przy stawie Kalina w Świętochłowicach, załącznik do umowy nr 2 PFU.zip dostęp: 11.09.2026. https://platformazakupowa.pl/transakcja/1273385
K. Starzec, E. Stańkowska, P. Supel, R. Mazur, P. Surma, P. Kaszycki, „Microbiological treatment of post-industrial water: Example of efficient bioremediation of the heavily polluted Kalina pond, Poland”, Journal of Water and Land Development 2024, nr 60, s. 236–245, https://doi.org/10.24425/jwld.2024.149125, opublikowano online 29.03.2024, dostęp: 11.09.2026.
J. Zamorska, I. Kiełb-Sotkiewicz, „A Biological Method of Treating Surface Water Contaminated with Industrial Waste Leachate”, Water 2021, vol. 13, nr 24, art. 3644, https://doi.org/10.3390/w13243644, opublikowano 17.12.2021, dostęp: 11.09.2026.
#SztukaKobiet #SztukaŁączy #SztukaŚląska #SztukaWspółczesna #Szoka #FOU #OpusUnicus #Świętochłowice #Hałda #Kalina #Staw #Ajska #PolskaStolicaKultury #GłosKobiet #IwonaSzoka #transformacja #depopulacja
