top of page

Pyta Iwona Szoka


Przesunięcie zabudowy w kierunku Doliny Lipinki, zmiana zagospodarowania terenu Ajski, to nie tylko kolejne budynki na mapie. To ingerencja w stosunki wodne terenu, a wraz z nią ryzyko obniżenia poziomu wód gruntowych i wysuszenia niezwykle delikatnego ekosystemu, który dopiero się tutaj odradza.


I właśnie dlatego, zanim przesuniemy zabudowę choćby o kolejny metr, warto wiedzieć, co właściwie przesuwamy i w czyją stronę. Kiedy mówię o Dolinie Lipinki, nie mam na myśli wyłącznie wąskiego obszaru wyznaczonego administracyjną granicą.


Mówię o całym układzie przestrzennym i przyrodniczym pomiędzy ciekiem i Doliną Lipinki a terenem zabudowanym. Mówię również o całym terenie Ajski, o hałdzie po dawnej działalności hutniczej i o istniejącej zabudowie mieszkaniowej.

I poddaję pod rozwagę pytanie podstawowe: co jest skażonym terenem – hałdą po hucie cynku – a co nim nie jest?


Dziś to właśnie przestrzeń pomiędzy Doliną Lipinki a zabudową mieszkaniową jest przedmiotem głównych rozważań w przestrzeni publicznej.

Nie jest pustką. Nie jest ziemią „pomiędzy niebami”.


I nawet jeżeli jakiś jej fragment na mapie lub w ewidencji zostanie nazwany „nieużytkiem”, nie oznacza to, że w rzeczywistości nie pełni żadnej funkcji.


Wręcz przeciwnie. Jest częścią układu wodnego i przyrodniczego. Rozwijają się tutaj siedliska i roślinność związana z terenami wilgotnymi, a przez teren przemieszcza się woda.


wiersz Iwony Szoka pt. Koronka
Czy mamy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy? Iwona Szoka, foto Joanna Nowicka

To nie jest wolne miejsce pomiędzy widocznym „kopcem” hałdy czy wodami Lipinki a domami. To jest przestrzeń, która ma swoją funkcję. I właśnie tę funkcję trzeba poznać, zanim zaczniemy ten teren metr po metrze zabudowywać.


Dolina Lipinki w Świętochłowicach – i szerzej teren Ajski – nie jest pustą przestrzenią pomiędzy osiedlami.


Miejsce to nie jest również obojętne ani mieszkańcom Śląska, ani naukowcom. W 2025 roku Krzysztof Rostański, Adam Rostański i Renata Dulias opublikowali w czasopiśmie naukowym „Landscape Online” pracę The evolution of the Lipinka Valley brownfield site as a multi-layered testimony to local identity.



To niezwykle ciekawa opowieść o przestrzeni, w której zapisała się trudna historia tego regionu – przez dziesięciolecia przekształcanej przez człowieka i przemysł, a następnie, pozostawionej samej sobie, stopniowo odzyskiwanej przez przyrodę.


I tu zaczyna się rzecz najważniejsza.


Autorzy nie opisują Doliny Lipinki jako pustej zielonej plamy. Badają jej przekształconą przez człowieka rzeźbę, hydrografię, gleby, wody powierzchniowe, florę i faunę. A pamiętajmy, że ten ekosystem nie powstał obok przemysłowej historii tego kawałka świata, lecz na jej pozostałościach – pośród ołowiu i tego wszystkiego, co pozostawiła po sobie huta.


Autorzy wskazują na antropogeniczne przekształcenia lokalnej rzeźby i hydrografii oraz zmiany właściwości fizycznych i chemicznych gleb i wód powierzchniowych. I dochodzą do wniosku szczególnie ważnego dla dzisiejszej dyskusji o Dolinie Lipinki: ta zdegradowana przez przemysł przestrzeń nie pozostała biologiczną pustynią. Z czasem wykształcił się tu ekosystem, który zaczął pełnić własne funkcje przyrodnicze.



„Analizy flory i fauny tego obszaru wykazały powstanie tutaj unikalnej mozaiki ekosystemów” – piszą Rostański, Rostański i Dulias.

Przez lata wytworzyła się tutaj właśnie ta niezwykła mozaika siedlisk. Woda, gleba, roślinność i ukształtowanie terenu tworzą system naczyń połączonych. Dlatego w takim miejscu woda nie jest technicznym szczegółem projektu budowlanego.


Woda jest jednym z warunków istnienia tego ekosystemu. Jeżeli zmieniamy stosunki wodne, nie zmieniamy jednego parametru w dokumentacji. Zmieniamy warunki, w których funkcjonuje cały teren.


Warto wrócić do początku moich rozważań. Pytania z którym zwróciłam się do Państwa, od którego zaczęłam. Do szuwarów. Nie dlatego, że są głównym bohaterem tej opowieści. Są jednym z widocznych elementów znacznie większego systemu.


Szuwary to roślinność związana z wodą i terenami podmokłymi. Taka roślinność może zatrzymywać zawiesiny, pobierać część substancji z wody i podłoża, stabilizować osady, tworzyć siedliska oraz uczestniczyć w naturalnych procesach samooczyszczania wód.

Nie przesądzam, jaką dokładnie funkcję w zatrzymywaniu konkretnych zanieczyszczeń pełni roślinność występująca na Ajsce.


To trzeba zbadać, zanim zmienimy warunki, dzięki którym ona tam istnieje.

I właśnie dlatego pytanie o dalszą zabudowę w kierunku Doliny Lipinki i zmianę zagospodarowania Ajski nie brzmi wyłącznie: Ile mieszkań można tutaj jeszcze wybudować?. Powinno brzmieć: Ile możemy zmienić, zanim przestanie istnieć to, co przez dziesięciolecia stworzyła tutaj przyroda?


Nie każdy „nieużytek” jest nieużytkiem


Czasami warto przeczytać pracę naukową o miejscu, które – wydawałoby się – znamy.

Zwłaszcza kiedy przez lata przyzwyczailiśmy się patrzeć na nie jak na kawałek ziemi pomiędzy osiedlami, drogami i pozostałościami przemysłu. Już sam tytuł publikacji Rostańskiego, Rostańskiego i Dulias jest znaczący.


Dolina Lipinki jako „wielowarstwowe świadectwo lokalnej tożsamości”.


Nie jako pusta przestrzeń. Nie jako ziemia czekająca na „zagospodarowanie”. Nie jako teren, na który wystarczy spojrzeć przez pryzmat ceny metra kwadratowego. A i ta tu budzi kontrowersje... Rok 2026, serce Aglomeracji - cena ok 80zł/m2....


Autorzy opisują miejsce znacznie bardziej skomplikowane. Przemysł przez dziesięciolecia zmieniał tutaj rzeźbę terenu i stosunki wodne. Zmieniały się fizyczne i chemiczne właściwości gleb oraz wód powierzchniowych. Człowiek ingerował w krajobraz, pozostawiając w nim kolejne warstwy swojej działalności.



Na Ajsce wydarzyło się coś niezwykle ciekawego. Przyroda zaczęła ten teren odzyskiwać.

Powstała mozaika ekosystemów, w której krajobraz poprzemysłowy, wojenny i naturalny nie istnieją obok siebie jak trzy oddzielne obrazki.


One są ze sobą powiązane.


I właśnie ta zależność jest jednym z najważniejszych elementów tej historii. Dolina Lipinki pokazuje coś, o czym w miastach poprzemysłowych wyjątkowo łatwo zapominamy:

to, co wygląda na nieuporządkowane, wcale nie musi być bezwartościowe. Czasem wręcz przeciwnie.


Teren pozostawiony przez przemysł może być jednocześnie trudnym dziedzictwem środowiskowym, zapisem historii kilku pokoleń mieszkańców i miejscem, w którym przez dziesięciolecia powstał nowy, skomplikowany ekosystem.



Kopalnie. Huty. Hałdy. Kolej. Wojna. Przemysłowy boom. Likwidacja przemysłu. Sukcesja przyrody. Nowe osiedla.


I właśnie dlatego słowo „rewitalizacja” zawsze powinno zaczynać się od słowa „wiedza”.

Najpierw trzeba wiedzieć, co znajduje się pod ziemią. Trzeba wiedzieć, jak płynie woda. Trzeba wiedzieć, jakie procesy zachodzą w glebie.


Trzeba wiedzieć, co żyje na powierzchni. Trzeba wiedzieć, dlaczego żyje właśnie tutaj. Dopiero potem można odpowiedzialnie zastanawiać się, co wolno w takim miejscu zmienić.


Dziś już wiem, że krajobraz poprzemysłowego Śląska nie jest czystą kartką papieru. Jest raczej palimpsestem – kartą zapisywaną wielokrotnie, na której pod najnowszą warstwą nadal możemy odczytać poprzednie. I człowiek, który przez cały ten czas mieszka pomiędzy nimi. To właśnie dlatego badania Ajski w tym Doliny Lipinki są dla mnie interesujące nie tylko z perspektywy przyrodniczej.


Są również opowieścią o Śląsku.


O regionie, w którym przez ponad sto lat najpierw pytaliśmy, co można z ziemi wydobyć, później – co można na niej wybudować, a zdecydowanie zbyt rzadko pytaliśmy: co już się na niej znajduje i jakie będą konsekwencje, jeżeli to zmienimy?


Dolina Lipinki nie potrzebuje romantyzowania. Jej przemysłowa przeszłość jest faktem. Antropogeniczne przekształcenia środowiska są faktem. Zmiany gleb, wód i hydrografii są przedmiotem badań naukowych. Ale faktem jest również życie, które przez dziesięciolecia nauczyło się funkcjonować w tym niezwykłym miejscu.


I może właśnie dlatego teren Ajski jest tak dobrym symbolem współczesnego Śląska. Nie jest ani „dziką przyrodą”, ani wyłącznie „terenem poprzemysłowym”.


Jest jednym i drugim.


Jest historią działalności człowieka i historią zdumiewającej zdolności przyrody do adaptacji.

Dlatego zanim kolejny fragment takiego krajobrazu potraktujemy jak pustą przestrzeń na mapie inwestycyjnej, warto zrobić jedną bardzo prostą rzecz.


Przeczytać, co już o nim wiemy.


Czasami największym problemem nie jest brak wiedzy. Największym problemem jest to, że dziś wiedza istnieje – ale przepisy dotyczące gromadzenia i upowszechniania informacji o stanie środowiska, służące m.in. realnemu przeciwdziałaniu zagrożeniom dla zdrowia publicznego, mało kogo interesują.


Polecam lekturę Konwencji z Aarhus, przepisów dotyczących dostępu do informacji o środowisku i jego ochronie, ale również literatury dotyczącej odpowiedzialności władzy publicznej.


C.d.n.



Źródło:


K. Rostański, A. Rostański, R. Dulias, The evolution of the Lipinka Valley brownfield site as a multi-layered testimony to local identity, „Landscape Online”, 2025, vol. 100, art. 1142, s. 1–28, DOI: 10.3097/LO.2025.1142.



 
 

Upadek miast postindustrialnych nie jest końcem ich historii, lecz momentem, w którym muszą zadać sobie pytanie o przyszłość.


Odpowiedź na to wyzwanie leży w odwadze społeczności lokalnej oraz osób i instytucji zarządzających. Losy Glasgow, Bilbao i Katowic to coś znacznie więcej niż kronika miejskiej rewitalizacji. To egzystencjalna opowieść o powtórnych narodzinach.


To moment, w którym miasto przestało być jedynie zbiorem murów, a stało się podmiotem podejmującym decyzję.

Wybiera, czy woli pozostać duchem nawiedzającym własne, postprzemysłowe ruiny, czy też odnajdzie w sobie odwagę, by utkać nową tożsamość i odmienić własne przeznaczenie.

Co łączy upadłą szkocką potęgę stoczniową, baskijskie miasto sparaliżowane kryzysem przemysłowym i śląską stolicę kojarzoną z kopalniami oraz hutniczym dymem?


Wszystkie stanęły wobec tego samego wyzwania: jak napisać swoją historię od nowa. W momencie kryzysu odmówiły pozostania jedynie „duchami nawiedzającymi własne postindustrialne ruiny”. Zamiast tego odnalazły w sobie odwagę, by wyrzeźbić nowe koryta rzek i popłynąć nurtem zwanym kulturą.


wiersz Iwony Szoka pt. Koronka
Iwona Szoka, krakowska "Hybryda" nr 48,

Mitologie regeneracji:


Lekcje z Glasgow i Bilbao, Glasgow jest jednym z klasycznych przykładów miast, których losy załamały się wraz z upadkiem przemysłu ciężkiego. Choć w XX wieku prężnie rozwijało się jako potęga stoczniowa, kryzys lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przyniósł gwałtowne tąpnięcie: masowe bezrobocie, degradację społeczną i wyludnienie. Miasto szybko zyskało złą sławę i stało się synonimem biedy, przestępczości i braku perspektyw.


Dla miejskich decydentów oraz lokalnej społeczności nadszedł czas trudnych wyborów.




Glasgow obrało nowy kierunek rozwoju, czyniąc kulturę swoim głównym fundamentem. Kampania „Glasgow’s Miles Better” była elementem zmiany narracji. Za komunikacją poszły konkretne działania: inwestycje w muzea i galerie, rozwój instytucji kultury, organizacja wydarzeń międzynarodowych oraz transformacja przestrzeni miejskiej.


Kluczowym momentem było przyznanie miastu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 1990 roku, co znacząco przyspieszyło proces zmiany wizerunku miasta, ale co najważniejsze także,

tego jak same mieszkanki i mieszkańcy zaczęli postrzegać miejsce, w którym żyją.


Efekty nie pojawiły się natychmiast, ale okazały się trwałe. Miasto zaczęło opowiadać o sobie zupełnie nową historię, a w ślad za tymi słowami napłynęli ludzie : turyści spragnieni wrażeń, szukający wiedzy studenci i wreszcie inwestorzy. Najważniejsza transformacja dokonała się na poziomie tożsamości miasta. Dziś to jedno z trzech największych miast Wielkiej Brytanii ze swoimi blaskami i cieniami.


Nie jest pocztówkowo piękne jak Edynburg, ale w tym tkwi jego urok, bo będąc dalekie od ideału stało się bliższe ludziom.

Bilbao wybrało odmienną drogę, choć punkt wyjścia był podobny. Miasto przemysłowe oparte na przemyśle ciężkim i stoczniowym również doświadczyło głębokiego kryzysu lat osiemdziesiątych pogłębionego także z powodu napięć społecznopolitycznych wynikających z działalności baskijskiej organizacji ETA. Odpowiedź była odmienna od strategicznie wypracowanej kampanii promocyjnej Glasgow. Rząd Kraju Basków opracował plan rewitalizacji miasta i wyciągnięcia go z głębokiego kryzysu gospodarczego poprzez odważny projekt kulturalny, który zrewitalizuje zdegradowane obszary postindustrialne i zmieni negatywny wizerunek regionu. Decyzja o budowie Muzeum Guggenheima była kosztowna, ryzykowna i spektakularna. Stała się impulsem, który zmienił postrzeganie miasta w skali globalnej.


Zjawisko to nazwano „efektem Bilbao”, sytuacją, w której pojedyncza inwestycja potrafi wygenerować wzrost turystyki i napływ kapitału. Nie był to jednak wyłącznie efekt jednego budynku. Symbol uruchomił proces, ale to system zapewnił jego trwałość. Władze miasta zobowiązały się do pokrycia kosztów budowy, a następnie do wspierania działalności Muzeum 10 milionami dolarów rocznie na jego funkcjonowanie oraz pokrywanie kosztów zakupu kolejnych dzieł sztuki (Orzechowska Wacławska, 2014).


To, co różni Glasgow i Bilbao, to nie ostateczny cel, lecz metoda jego realizacji. Choć oba miasta wybrały inne drogi, napędzał je ten sam mechanizm - kultura podniesiona do rangi strategii rozwoju miasta. Glasgow to proces rozłożony w czasie, oparty na zmianie narracji i tożsamości. Bilbao to punkt zwrotny, to impuls, który inicjuje transformację poprzez jeden konkretny symbol. W obu przypadkach kluczowa była świadoma i konsekwentna strategia, oparta na wspólnym mianowniku, którym była kultura jako inwestycja w przyszłość miasta.



Śląski akord: Architektura i kultura zamiast węgla


W kontekście transformacji miasta szczególnie intrygującym przykładem stają się Katowice. Śląska stolica moment kluczowych decyzji ma już za sobą, od początku XXI wieku buduje własną tożsamość, łącząc transformację społeczno-ekonomiczno-kulturową z ambicjami metropolitalnymi.


Choć Katowice reprezentują kolejny wariant postindustrialnego odrodzenia, od Glasgow i Bilbao różni je niemal wszystko: epoka, specyfika ciężkiego przemysłu oraz lokalna historia, ale również wyjątkowa struktura aglomeracyjna, będąca mozaiką wielu miast połączonych niemal nieprzerwaną tkanką miejską, gdzie granice administracyjne pozostają często niewidoczne dla mieszkańców i odwiedzających.


Tutejsza przemiana oparta na triadzie kultury, architektury i wielkich wydarzeń nie jest dziełem przypadku, lecz efektem konsekwencji w realizacji planów i działań. Centralnym punktem miejskiej metamorfozy stała się Strefa Kultury. To tu dawna przestrzeń przemysłowa została zaaranżowana na nowo, skupiając unikalną konstelację obiektów. Otwiera ją 55 letni Spodek ikona modernizmu, do dziś zachwycająca nie tylko architektów. Je go naturalnym przedłużeniem stało się Międzynarodowe Centrum Kongresowe, tętniące życiem jako przestrzeń globalnych spotkań i targów. Tuż obok wznosi się gmach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, subtelnie dialogujący z tradycją śląskiego Nikiszowca poprzez

swoją monumentalną architekturę oraz Muzeum Śląskie, które z rzadką elegancją łączy industrialne dziedzictwo z nowoczesnym minimalizmem, chowając swoje najważniejsze galerie pod ziemią. Żaden z tych punktów nie istnieje sam dla siebie. Razem tworzą system naczyń połączonych, w którym architektura wspiera kulturę, a kultura zmienia miasto. Owa sieć inwestycji przekształca tkankę miejską, pulsując w tym samym rytmie, co rozwijający się wokół region.


Katowice stają się więc jasną gwiazdą transformacji postindustrialnej. Strefa Kultury stała się sercem życia kulturalnego i biznesowego miasta, a ze względu na swoją architektoniczną specyfikę wymusza fizyczną w niej obecność, co buduje siłę marki Katowic i całego regionu. Katowice, łącząc konsekwencję procesu zmiany z siłą symboli, w warunkach kryzysu demograficznego zaczynają wyróżniać się jako przestrzeń, do której przyjeżdża się dla doświadczania kultury we wszystkich jej dziedzinach.


C.d.n.


Fragment artykuły którego całość znajdą Państwo w krakowskim magazynie "Hybryda" nr 48.



 
 
  • Zdjęcie autora: Opus Unicus
    Opus Unicus
  • 24 lut
  • 3 minut(y) czytania

Piękno. Transformacja. Rozwój regionu. Protoindustrializacja


Koronka śląska nie rodziła się w ciszy salonów.

Rodziła się w pyłach ziem po wojnach, w cieniu decyzji administracyjnych, w świecie przesuwających się granic i zmieniających się porządków politycznych. To piękno powstawało w chłodnych izbach, przy oknach, gdzie światło było jedynym sprzymierzeńcem pracy.


wiersz Iwony Szoka pt. Koronka
Iwona Szoka, wiersz pt. Koronka

Nie była dekoracją. Była odpowiedzią na kryzys. Strategią przetrwania. Systemem, który miał odbudować region i który opierał się na dłoniach kobiet.


Była pracą. Rytmem. Powtarzalnością.

Była ekonomią splecioną z cierpliwością.


Jej rozwój wpisuje się w szerszy proces protoindustrializacji – rozproszonej produkcji domowej, która realnie współtworzyła strukturę gospodarczą Śląska. Koronka była częścią systemu ekonomicznego. Tworzyła dochód. Organizowała czas. Budowała relacje zależności i współpracy. To nie była marginalna ozdoba. To była struktura. Powstała z potrzeby piękna. Z niedosytu. Z potrzeby sprawczości.



Technika przychodziła z zewnątrz – z Belgii, z Saksonii, z Francji – ale styl dojrzewał tutaj.

Śląsk nie kopiował. Śląsk przetwarzał. Śląsk przepuszczał wpływy przez swoje trzewia, przez własne doświadczenie pracy, przez swoją wielokulturową rzeczywistość. W tej przemianie – między wpływem a lokalnością – rodziła się tożsamość.


Koronka śląska nie jest zjawiskiem ograniczonym do jednego miejsca ani jednej stylistyki. Obejmuje Dolny Śląsk, Śląsk Opolski, Śląsk Cieszyński. Jest częścią szerokiego pejzażu regionu, który od stuleci pozostaje tyglem kultur.


Dlatego tak ważne jest, by mówić o niej w szerokim horyzoncie. Nie zawężać jej wyłącznie do jednej, późniejszej specjalizacji czy najbardziej rozpoznawalnego ośrodka. Koronka śląska to zjawisko regionalne. Historyczne. Społeczne. Gospodarcze. To historia transformacji. Przenikania kultury, polityki i sztuki. To historia siły kobiecej wizji, sukcesów i porażek. Piękna, które rozpływało się wraz z modami. Poddawało się technologiom. Zanikało. I powracało – w coraz bardziej wyrazistej postaci.


Szept Koronki, Iwona Szoka
Szept Koronki, Iwona Szoka

Szept koronki Iwony Szoka to opowieść zapisana delikatnością nici. A sama autorka tak opowiada historię obrazu:


Obraz inspirowany koronką śląską niesie w sobie ciszę, precyzję i cierpliwość – cechy, które od pokoleń towarzyszyły kobietom tworzącym misterne wzory z nici i światła.


Kiedy zobaczyłam niebo spowite mgłą przez wdziewaną koronkę, która ułożyła się na nim niczym delikatny wzór, poczułam wielowątkowość wiersza, który wówczas dojrzewał. Zaczęłam szukać historii tej pozornie kruchej, kobiecej siły zaklętej w koronkach. Jej źródeł. Jej pamięci.


Tak trafiłam na Dolny Śląsk, Śląsk Opolski, Cieszyński – i historię śląskiej koronki, która nagle stała się bliska opowieści rodzącej się w wierszu.


Moja koronka nie jest cytatem z archiwum. Nie rekonstruuję wzoru. Nie ilustruję historii.

Koronka w moich obrazach jest cieniem tej historii.


Rozpięta nad całym Śląskiem, wtopiona w niebo, nie jest ornamentem. Jest strukturą – jak niewidzialna siatka, która przez stulecia organizowała życie. To echo pracy kobiet, których ruch był cichy, ale system – potężny. To pamięć regionu, która nie przybiera formy pomnika, lecz rozprasza się jak mgła.


Moja koronka jest ludzka. Ma drżenie. Zanika. Gubi się w chmurach. Tak jak zanikały manufaktury. Tak jak zamykały się szkoły. Tak jak przemija każda struktura, która wydawała się trwała.


Koronka na niebie nie jest pejzażem. Jest wspomnieniem. Oddechem pracy. Systemem wpisanym w krajobraz. To nie jest folklor. To współczesność, która niesie pamięć.


zdjęcie pochodzi ze strony Muzeum Śląska Opolskiego, link poniżej
zdjęcie pochodzi ze strony Muzeum Śląska Opolskiego, link poniżej

Szczególnym dopełnieniem tej historii jest fakt, że obraz znajduje się dziś w prywatnej kolekcji Polki i Francuza mieszkających w Niemczech. W kontekście dziejów Śląska – ziemi pogranicza, migracji i przenikania kultur – ten fakt nabiera symbolicznego znaczenia.

Śląsk jest przestrzenią spotkań – języków, historii, doświadczeń. Koronka, która powstawała na styku wpływów, staje się metaforą mocy sztuki.


Obraz inspirowany tą tradycją, znajdujący dom w międzynarodowej przestrzeni, domyka krąg, w którym mieści się:


  • tradycja regionu pogranicza,

  • protoindustrialne korzenie gospodarki,

  • siła kobiecej pracy,

  • sztuka współczesna Śląska jako naturalna kontynuacja,

  • wspólna przestrzeń Europy.


„Szept koronki” nie krzyczy. Subtelnie przypomina, że to, co najdelikatniejsze, bywa najtrwalsze pod wspólnym niebem, gdzie #SztukaŁączy




Publikacja obrazu „Whisper of Lace / Szept koronki” oraz towarzyszącego mu wiersza jest elementem szerszej refleksji nad współczesną kulturą Śląska – kulturą, która wyrasta z tradycji regionu, ale nie zatrzymuje się w archiwum.


Fundacja wspiera i dokumentuje zjawiska artystyczne podejmujące dialog z dziedzictwem Śląska. Jej działania pokazują, że kultura regionu nie jest zamkniętym rozdziałem historii, lecz procesem trwającym – podlegającym przemianom i reinterpretacjom.


Podobnie jak w innych projektach fundacji poświęconych współczesnym twórcom regionu, także tutaj punktem wyjścia jest dziedzictwo Śląska – rozumiane nie jako folklorystyczny cytat, lecz jako żywa struktura kulturowa, która w sztuce współczesnej znajduje swoją dalszą kontynuację.


linki:



 
 
bottom of page